Polski socjalistyczny thriller

Czy polskie kino może pochwalić się dobrym thrillerem? Zdarzyła się polskim artystom nakręcić jakiś marny horror. Jednakże mamy coś, co może na pierwszy rzut oka kojarzyć się z czymś zupełnie innym. No bo czy w czasie realnego socjalizmu, w czasie wszechobecnej cenzury i filozofii użytecznego kina mógłby powstać film o nieuchwytnym, tajemniczym seryjnym mordercy? I to takim, który próbuje wrobić w zbrodnie niewinnego człowieka? I jeszcze w dodatku jeździ Syrenką?

Jak poradzić sobie ze stresem przed castingiem?

Był eden reżyser, któremu udało się wywieźć w pole każdego. Przez lata byłem przekonany, że oglądam komedię. Film w sposób ironiczny i sarkastyczny pokazuje jak się żyło w socjalizmie. Filmie w którym drwiono z jedynego całkowicie polskiego samochodu osobowego Syrenki.
Był jeden taki reżyser, który wyprowadził cenzurę w pole nie raz. I tym razem mamy tu właśnie historię człowieka, który wysyła swoją rodzinę na wycieczkę w wolną sobotę po to, by skończyć korektę książki. Oczywiście splot wydarzeń sprawia, że nie może tego zrobić.
A nad wszystkim mamy tajemniczego mordercę, wygraną w totolotka, fontannę z monetami i wiecznie psującą się linkę od sprzęgła w Syrenie. Linkę ta zresztą w końcu udało się kupić w mięsnym. Mamy też oddanego sprawie tajemniczego milicjanta oraz detektywa amatora…
O jaki film chodzi? O „Bruneta wieczorową porą”. W reżyserii Stanisława Barei. Plejada aktrów, pokręcona intryga, kaszanka i królowa polskich szos. Obejrzyj jeszcze raz ten film. Zobacz, jakie kryje w sobie mroczne tajemnice.